Jan III Sobieski – wielki wódz i mały polityk

Drukuj

Triumfy militarne Jana III Sobieskiego otoczyły go nimbem legendy niezwyciężonego wodza i męża stanu, o którym świadek epoki pisał „Polska nasza straciwszy wielkiego Scypiona, Jana trzeciego, króla polskiego, dopiero poznała, jak wielkie zaszczyty i obrony utraciła”. Prowadzenie wojen nie było jednak jedynym obowiązkiem władcy w XVII wieku. Równie ważne, jeśli nie istotniejsze, było prowadzenie polityki, a na tym polu Sobieskiemu brakowało finezji spod Wiednia.

Przyszły król Jan urodził się w zamożnej kresowej rodzinie jako młodszy z synów Jakuba Sobieskiego i Zofii Teofilii z Daniłowiczów. Jego pradziadem od strony matki był słynny wódz spod Kłuszyna – Stanisław Żółkiewski. Od młodych lat Jan i jego brat Marek przejawiali duże zdolności wojskowe. Początkowo wydawało się zresztą, że większą sławę zdobędzie starszy z Sobieskich, który odznaczył się podczas obrony Zbaraża w 1649 roku i bitwy pod Beresteczkiem dwa lata później. Świetnie zapowiadającą się karierę przerwała bitwa pod Batohem z 1652 roku, kiedy to na skutek nieudolności hetmana Marcina Kalinowskiego armia koronna została rozbita przez połączone siły kozacko-tatarskie. Kilka tysięcy żołnierzy i oficerów Rzeczpospolitej, którzy dostali się wówczas do niewoli, w tym brat przyszłego króla i Zygmunt Przyjemski – wybitny specjalista od zastosowania artylerii – na rozkaz Chmielnickiego zostało wymordowanych na centralnym placu obozu zwycięzców. Jan uniknął śmierci, ponieważ nie wziął udziału w walce z powodów zdrowotnych. W kolejnych latach rozwijał swój talent i wiedzę wojskową podczas wypraw wojennych i dyplomatycznych. Podczas owianego legendą szwedzkiego „potopu” Sobieski w początkowej fazie walczył po stronie Szwedów, dopiero po kilku miesiącach powracając na stronę Rzeczpospolitej. Hetmanem koronnym (najpierw polnym, a potem wielkim) został mianowany z przyczyn politycznych. Rządzący wówczas krajem Jan II Kazimierz liczył bowiem na jego poparcie i wpływy przeciw Stanisławowi Lubomirskiemu i na rzecz forsowanej przez króla skromnej reformie ustroju Rzeczpospolitej. Nikt nie mógł mu jednak odmówić zdolności wojskowych, co zresztą wkrótce udowodnił osiągając spektakularne zwycięstwo nad Tatarami i Kozakami w bitwie pod Podhajcami w 1667 r.

Drogę do tronu otworzyła mu niekorzystna w ogólnym rozrachunku wojna z Turcją. W 1672 roku wobec szybkiego upadku przestarzałej twierdzy w Kamieńcu Podolskim i – spowodowanym skrajną niekompetencją nowego króla, Michała Korybuta Wiśniowieckiego oraz rozkładem ustroju – nieprzygotowaniem państwa do wojny, Sobieski zebrał kilka tysięcy żołnierzy by w długim marszu przez ukraińskie stepy rozbijać czambuły tatarskie ratując przed losem niewolników tysiące ludzi. Nie powstrzymało to jednak podpisania przez państwo polsko-litewskie bardzo niekorzystnego pokoju z Turcją w Buczaczu, na mocy którego Rzeczpospolita musiała oddać Prawobrzeżną Ukrainę i płacić sułtanowi haracz. Wtedy jednak szlachta zdobyła się na duży wysiłek finansowy nakładając podatki, które pozwoliły na zbudowanie silnej armii i przejście do kontrataku. Dowódcą wyprawy był Sobieski. Hetman pokazał pełnię swych wojskowych talentów osiągając całkowite zwycięstwo pod Chocimiem. W bitwie mogło zginąć nawet 30 tysięcy żołnierzy sułtana. Zaledwie kilka tysięcy przeżyło i zbiegło do Kamieńca Podolskiego. Pech chciał, że dzień przed bitwą zmarł Michał Wiśniowiecki, co wymusiło na Janie Sobieskim zakończenie kampanii i powrót do kraju w celu wzięcia udziału w elekcji króla. Sobieski już od kilku lat był przywódcą stronnictwa profrancuskiego, które dążyło do osadzenia na tronie któregoś z francuskich książąt krwi. Dyplomacja Ludwika XIV skwapliwie wspierała tego typu ugrupowania polityczne w Rzeczpospolitej, Szwecji i w krajach niemieckich dążąc do otoczenia swych głównych rywali – Habsburgów – i pokonania ich w rywalizacji o dominację w Europie. Jak każde takie stronnictwo, Sobieski i jego frakcja byli, więc w tym momencie narzędziem w rękach najsprawniejszej wtedy dyplomacji świata, jaką posiadał król Francji. W decydujących chwilach elekcji Sobieski zgłosił jednak własną kandydaturę, co spotkało się z aplauzem szlachty. Od tego momentu Jan Sobieski, jako król, próbował przeprowadzić szeroko zakrojoną akcję dyplomatyczną. Problem w tym, że w działaniach nowego monarchy brakowało spójności i logiki.

Pierwszym krokiem Jana III była ofensywa przeciwko Turcji. Z tego powodu Sobieski odłożył nawet koronację królewską. Nie byłoby w tym oczywiście nic dziwnego, wszak celem kampanii było odzyskanie utraconych ziem, tyle tylko, że działania polityczne króla były całkowicie rozbieżne z ruchami wojsk. Zgodnie z poglądami głoszonymi przed elekcją, od pierwszych chwil panowania Jan III dążył do zbliżenia z Francją i za jej pomocą dokonania radykalnego zwrotu w polityce zagranicznej z zamiarem odzyskania dla Rzeczpospolitej Prus Książęcych. Absurd całej sytuacji polegał na tym, że Turcja była dla Francji jednym z najważniejszych elementów polityki okrążania Habsburgów. Co więcej, Paryż dysponował olbrzymi wpływami na sułtańskim dworze, które w oparciu o dworskie intrygi wspomagane sowitymi łapówkami dla wysokich rangą tureckich urzędników pozwalały Francji skłaniać Turcję do zawierania pokoju i wywoływania wojny w zależności od interesów Ludwika XIV i jego królestwa. Francuscy dyplomaci maczali także palce w inwazji Turcji na Rzeczpospolitą w 1672 roku. Sobieski prowadził zatem działania militarne przeciwko imperium Osmanów, jednocześnie układając się z jego sojusznikiem, bynajmniej niezainteresowanym w osłabianiu sułtana. Owocem tej polityki był zawarty w 1675 r. w środku kampanii przeciwko muzułmańskiemu imperium, utajniony przed szlachtą traktat w Jaworowie. Na jego mocy Rzeczpospolita miała zakończyć działania przeciw Turcji (bez żadnej gwarancji odzyskania terytoriów) i skierować się przeciwko Brandenburgii. Ludwik XIV obiecywał w zamian subsydia po rozpoczęciu wojny na zachodzie i brak sprzeciwu wobec planów zajęcia przez Rzeczpospolitą Prus Książęcych. Układ ten osłabiał pozycję negocjacyjną Rzeczpospolitej wobec Turcji, gdyż pilna stawała się potrzeba zakończenia z nią wojny. W zamian zyskiwała nadzieję na odzyskanie dawnego lenna, które jednak trzeba było wywalczyć i pewność wejścia w zatarg z szeroką koalicją antyfrancuską złożoną z wielu państw zachodniej Europy na czele z Habsburgami. W konsekwencji Sobieski pośpiesznie brnął do wygaszenia konfliktu na południu. W 1676 roku zawarł z Turcją rozejm z Żurawnie. Sułtan zachowywał zdobyte wcześniej ziemie, ustępując tylko z kilku miejscowości i zamków. Równolegle Szwedzi, którzy mieli wspierać polsko-litewski atak na Brandenburgię i Prusy Książęce ponieśli szereg klęsk militarnych, co możliwości zysków na północy uczyniło iluzorycznymi. Duże znaczenie miała też sytuacja wewnętrzna kraju. Osłabiona ciągnącymi się od 1648 roku wojnami, podzielona i skłócona Rzeczpospolita z przyczyn politycznych, ale także religijnych była w stanie zjednoczyć się jedynie wobec muzułmańskiej Turcji. Sojusz z daleką Francją i konflikt z Habsburgami był koncepcją szalenie niepopularną, co umiejętne podsycali dyplomaci antyfrancuskiej koalicji. Trudno, więc odpowiedzieć na pytanie jak król bez poparcia decydującej o wojnie, pokoju i podatkach szlachcie zamierzał wystawić wystarczającą do przeprowadzenia całej operacji armię?

Wewnętrznie sprzeczna gra Sobieskiego przyniosła jedyny rezultat możliwy w takiej sytuacji. Sukcesy militarne w walkach z Turkami nie przyniosły prawie niczego, zaś wizja zysków nad Bałtykiem, która przeszła do historii jako „polityka bałtycka Sobieskiego” rozwiała się niczym fatamorgana. Jan III popełnił błąd próbując osiągnąć sukcesy na dwóch frontach jednocześnie. W tej sprzeczności i iluzji kreowanej przez francuską dyplomację Jan III tkwił jeszcze kilka lat, aż w 1679 roku seria traktatów zakończyła wojnę na zachodzie i dywersja Rzeczpospolitej nie była już Ludwikowi XIV do niczego potrzebna. Wtedy to Sobieski z wielkim zaangażowaniem rzucił się w wir tworzenia koalicji przeciw Turcji. Jego plany zakładały tym razem nie tylko odzyskanie ziem straconych w 1672 roku. Jan III sięgał dalej, myśląc o osadzeniu swojego syna Jakuba, jako księcia w Mołdawii (będącej lennem Turcji) i w ten sposób zapewniając mu wielkie szanse na polu elekcyjnym po śmierci ojca. Tym razem sojusznikami mieli być Habsburgowie i Rosja, która w zakończonej w 1667 roku wojnie zdobyła na Rzeczpospolitej obszar odpowiadający mniej więcej powierzchni dzisiejszej Wielkiej Brytanii. Sobieski myślał też o bardziej egzotycznych sojuszach sondując możliwość przymierza z mieszkającymi nad Wołgą Kałmukami, czy Persją. Polityka ta również przyniosła fiasko z powodu przeciwdziałania wspierającej Turcję Francji i niechęci Habsburgów do wzmacniania wschodniego sąsiada. Dobrą oznaką była za to pewna (jak się okazało chwilowa) poprawa sytuacji gospodarczej, która zwiększała zdolności militarne kraju.

Szansę na powodzenie planów Sobieskiego przyniósł atak Turcji na habsburskie cesarstwo. 1 kwietnia 1683 roku podpisano sojusz Rzeczpospolitej z Cesarzem (antydatowany na 31 marca, ponieważ obawiano się, iż traktat zostanie uznany za dowcip) skutkiem, którego we wrześniu tego samego roku armia Rzeczpospolitej ruszyła na odsiecz Wiedniowi. Wbrew popularnemu obecnie poglądowi wyprawa ta nie była obroną chrześcijaństwa przed inwazją islamu, której zresztą Turcy nie zamierzali przeprowadzać (zwłaszcza, iż niezbyt angażowali się w nawracanie własnych poddanych), ale wynikiem politycznej kalkulacji Sobieskiego. Król zamierzał odzyskać dla Rzeczpospolitej Podole i zdobyć dla młodego Jakuba ościenny tron umożliwiający wybór na monarchę unijnego państwa polsko-litewskiego. Tak więc, wkrótce po będącym popisem jego talentów wojskowych zwycięstwie u wrót Wiednia, Sobieski rozpoczął negocjacje z Cesarzem, które były kolejnym dowodem na polityczną naiwność tego władcy. Oto Sobieski zaproponował Leopoldowi I osadzenie Jakuba na tronie węgierskim. Ponieważ Cesarz tytułował się królem Węgier, a jego ekspansywne plany obejmowały wcielenie tego kraju (w większości znajdującego się pod panowaniem tureckim) do swojej monarchii, Leopold zareagował ochłodzeniem relacji. Sobieskiemu przeszkodził na pewno fakt, że wojska litewskie zamiast razem z armią koronną brać udział w odsieczy, pod wodzą hetmana Kazimierza Sapiehy zajęły się plądrowaniem należącej do Habsburgów Słowacji. Przede wszystkim jednak aspiracje Cesarza do odbicia z rąk Turków Węgier i wyparcia ich za Dunaj były łatwe do odczytania. Pomysł, jakoby Leopold miałby chcieć podzielić się uzyskanymi w taki sposób wpływami ze wschodnim sojusznikiem, skłonnym w dodatku do politycznych romansów ze śmiertelnym wrogiem, jakim dla niego była Francja, należy uznać za przejaw poważnego błędu Sobieskiego w ocenie sytuacji politycznej. Rzeczpospolita weszła w skład antytureckiego sojuszu występującego pod nazwą Ligi Świętej, ale nie obiecano jej żadnych konkretnych udziałów w zyskach z wyparcia państwa osmańskiego z Europy. Jan III podjął wobec tego próbę zdobycia dla Jakuba tronu Mołdawii lub Wołoszczyzny. Tym razem jednak dała się we znaki sytuacja polityczna i ekonomiczna Rzeczpospolitej. Z jednej strony król musiał coraz więcej energii poświęcać na zwalczanie wewnętrznej opozycji. Z drugiej kraj był w na tyle trudnym położeniu gospodarczym, że nie był już w stanie wystawiać kolejnych wielkich armii. Poza tym Sobieski próbował poszerzać antyturecką koalicję znów wysyłając poselstwa do dalekiej Persji. W źródłach można nawet znaleźć epizodyczną wzmiankę o pomyśle zawarcia sojuszu z Abisynią. Z naukowego punktu widzenia uznać to należy raczej za dyplomatyczną plotkę, czy może nawet wymysł, aniżeli poważny pomysł polityczny. Pojawienie się takich informacji świadczy jednak o pewnej desperacji dyplomacji Rzeczpospolitej, która wobec braku realnej myśli strategicznej nie była w stanie zdyskontować na swoją korzyść militarnych sukcesów.

W ostatnich latach panowania Jan III powrócił do złudzeń o sojuszu z Francją. W latach dziewięćdziesiątych XVII wieku wykorzystując własnych dyplomatów oraz za pośrednictwem Francuzów sondował nawet możliwość zawarcia z Turcją separatystycznego pokoju. W każdym razie po nieudanej wyprawie na Mołdawię w 1691 roku Sobieski de facto wycofał Rzeczpospolitą z aktywnego uczestnictwa w Lidze Świętej. Dyplomaci habsburscy wielokrotnie napominali państwo unijne w tej sprawie próbując skłonić ją do ofensywy wobec wspólnego wroga. Zabiegi te nie przyniosły owoców, choć przyznać trzeba, że francuskie złudzenia Sobieskiego były tylko jedną z kilku przyczyn tego stanu rzeczy. Król coraz częściej chorował i wycofywał się z obowiązków publicznych. Kraj z każdym rokiem bardziej popadał w ustrojowy bezwład. Ekonomia państwa była na skraju załamania, zwłaszcza wobec faktu, iż nie odbudowano jeszcze wszystkich zniszczeń z dramatycznych lat 1648-1667. W konsekwencji, kiedy następca Jana III, August II podjął próbę odzyskania Kamieńca Podolskiego i zdobycia terytoriów kosztem Turcji, stan nawy państwowej oraz wynikająca z tego słabość armii nie pozwalała na skuteczne działania w tym kierunku.

Niemoc polityczna wielkiego wodza była widoczna także na arenie wewnętrznej. Jak wspomniałem Jan Sobieski bardzo starał się zapewnić elekcję po swej śmierci synowi Jakubowi. W tym celu szukał dla niego ościennego władztwa i próbował wprowadzić elekcję vivente rege, czyli wybór władcy za życia poprzednika. Zabieg ten nie przyniósł powodzenia wobec oporu szlachty, która odpowiedziała daleko idącą niechęcią wobec Jakuba blokując nawet zasiadanie królewicza u boku ojca podczas posiedzenia sejmu. Niewątpliwie destabilizacja państwa w czasie bezkrólewia była poważnym czynnikiem osłabiającym Rzeczpospolitą pod każdym względem. Problem w tym, że poza konsekwentnym dążeniem do osadzenia na tronie ulubionego syna Jan Sobieski podczas swego panowania nigdy nie przedstawił konsekwentnego planu reformy ustroju państwa. A trzeba przy tym pamiętać, że była to potrzeba coraz bardziej paląca. Sejmiki ziemskie zamieniały się w karczemne awantury. Wymóg jednomyślności sejmu i stosowane w jego ramach „liberum veto” paraliżowało decyzje nawet w realiach zagrożenia obcą inwazją. Dożywotność wysokich urzędów państwowych uniemożliwiała usuwanie z nich ludzi niekompetentnych i skompromitowanych. Brakowało też skutecznego aparatu wykonawczego, co sprawiało, że nawet, gdy szlachecki sejm powziął ważne uchwały ich realizacja odbiegała od oczekiwań. Dość stwierdzić, że w drugiej połowie XVII wieku ani razu skarb nie zebrał kwoty podatków zgodnej z uchwałami sejmu. Zawsze była to kwota mniejsza, niekiedy znacznie. Patologiczna była także sytuacja społeczna. Na kryzysy gospodarcze szlachta reagowała zaostrzaniem świadczeń feudalnych wykonywanych przez stanowiących olbrzymią większość społeczeństwa chłopów.  Co ciekawe, najgorzej położeni byli chłopi w gospodarstwach szlachty średniej. Magnaci, Kościół oraz król ze względu na fakt, że rentowność ich folwarków zapewniała wielkość areału rolnego traktowali tę grupę nieco lepiej.

Nie jest przy tym prawdą, że nie było w szlacheckim społeczeństwie tendencji reformatorskich. Postulaty poprawy losu chłopów pojawiły się po raz pierwszy za panowania Jana II Kazimierza. Jemu też zawdzięczamy pierwszą usystematyzowaną, choć skromną, próbę reformy Rzeczpospolitej. Za czasów Jana III tendencje takie również były obecne. Na początku jego panowania pojawił się na przykład postulat wprowadzenia kadencyjności najwyższych urzędników. Pod koniec życia Jana III swoje przemyślenia gromadził Stanisław Dunin-Karwicki, zwolennik reform, który swoje interesujące refleksje na temat ustroju państwa opublikował w latach 1703-1710. Jan III nie wyszedł jednak naprzeciw żadnej z pojawiających się tendencji do zmian ustrojowych. Nie starał się ich wspierać ani umacniać. Poza forsowaniem kandydatury Jakuba wobec zagadnień urządzenia państwa król pozostawał niemiłosiernie bierny. Od postaci posiadającej reputację męża stanu i wybitnego polityka swej epoki potomni powinni jednak oczekiwać czegoś więcej. Tymczasem fakty wskazują, że Sobieskiego problemy ustrojowe, które stanowiły fundament przyszłego upadku Rzeczpospolitej po prostu nie interesowały.

W dziedzinie polityki zagranicznej Sobieski, w mojej ocenie, kierował się iluzjami, u czego podstaw znajdowała się dyplomatyczna naiwność króla. Rzeczpospolita pod jego panowaniem była przedmiotem i narzędziem dyplomacji francuskiej, a także habsburskiej pozbawionym zdolności skutecznego forsowania własnych interesów. Oceniając działania monarchy w dziedzinie polityki wewnętrznej miast rozpoczynających ten tekst słów przypisywanych szlachcicowi Erazmowi Otwinowskiemu, należy raczej zacytować historyka Władysława Konopczyńskiego, który twierdził, że „wiadomości nasze o tej epoce nie świadczą, żeby zrozumienie niedomagań ustrojowych Polski stało na wysokości czynów orężnych Jana III”.

W osobie Jana III Sobieskiego wielki talent militarny bardzo rozminął się z umiejętnościami politycznymi.

 

Bibliografia:

Prace naukowe:

  1. Historia dyplomacji polskiej. T.2, 1572 – 1795, pod red. Zbigniewa Wójcika, Warszawa 1982.
  2. Simms Brendan, Taniec mocarstw. Walka o dominację w Europie od XV do XXI wieku, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań, 2015.
  3. Burdowicz – Nowicki Jacek, Piotr I, August II i Rzeczpospolita: 1697 – 1706, Kraków, Arcana, 2010
  4. Gierowski Józef., Rzeczpospolita w dobie złotej wolności (1648- 1763), Warszawa, Świat Książki, 2001.
  5. Wójcik Zbigniew, Historia powszechna XVI i XVII wieku, Warszawa, Wydawnictwo Naukowe PWN, 1996.
  6. Baszkiewicz Jan., Historia Francji, Wrocław: Zakład Narodowy imienia Ossolińskich, 1974.
  7. Konopczyński Władysław, Dzieje Polski nowożytnej. T.2, Warszawa, Pax, 1986.
  8. Gierowski Józef. Historia Polski 1505-1764, Warszawa, 1984, PWN.

 

Opracowania źródłowe:

  1. Sarnecki Krzysztof, Pamiętniki z czasów panowania Jana III Sobieskiego,Wrocław, 1958, wydawnictwo Ossolineum.
  2. Otwinowski Erazm., Pamiętniki do panowania Augusta II, s. 1, oprac. Raczyński Edward.
  3. De Mongrillon M., Pamiętnik sekretarza ambasady francuskiej w Polsce pod koniec panowania Jana III oraz w okresie bezkrólewia i wolnej elekcji po jego zgonie (1694-1698), s. 54, oprac. Częścik Łucja, Wrocław 1982, Zakład Narodowy im. Ossolińskich.
Czytaj również